Wraz z rozwojem technologii nabywamy coraz nowe zdolności do obsługi i wykorzystywania konkretnych urządzeń i usług na nasze potrzeby. Patrząc na to, w jaki sposób rozwija się nie tylko rynek pracy, ale ogólnie społeczeństwo, możemy w przybliżeniu stwierdzić, które „skille” w przeciągu najbliższych lat zyskają na znaczeniu.

Na potrzeby tego wpisu postanowiłem stworzyć subiektywną listę zdolności, jakie są przydatne już dziś, a które w ciągu następnej dekady mogą stać się wręcz niezbędne do łatwiejszego życia. Niekoniecznie zawodowego, choć z niemałym na nie naciskiem.

Umiejętność obsługi smartfona/tabletu

Wywołałem w was na dzień dobry pełen politowania uśmiech? Cóż, możliwe że jesteście rozbawieni nieco przedwcześnie. Bo choć smartfony i tablety rozgościły się wśród nas na dobre i użytkowane są przez coraz liczniejszą grupę użytkowników, to czy wszyscy oni są w stanie wykorzystać tego typu urządzenia z powodzeniem w codziennej pracy?

Umiejętność obsługi smartfona lub tabletu to nie tylko pykanie na fejsbuniu, tweetowanie, śmiganie paluchem w lewo i prawo przy zdjęciach z Tindera, czy wysyłanie fotki swojego dongla na Snapchata. Pod pojęciem obsługi rozumiem wykorzystanie dostępnych na danej platformie aplikacji w codziennej pracy. I to nie jako dodatku, ale pełnoprawnego narzędzia. Czegoś, co można postawić na równi z komputerem. Czegoś, za pomocą czego możemy wykonać część, lub nawet wszystkie nasze obowiązki.

Podstawowa znajomość programów graficznych i kilku definicji związanych z drukiem

Tak, jak obecnie podstawą do zatrudnienia na większości stanowisk jest przynajmniej podstawowa znajomość pakietów biurowych, tak wkrótce może dojść do tego również znajomość Photoshopa. Oraz podstawy wiedzy o druku i grafice, co jest moim wielkim marzeniem od ładnych paru lat. Mniej więcej od czasu, gdy po raz pierwszy w mojej zawodowej karierze miałem do czynienia z klientem chcącym, abym wykonał dla niego projekt wizualny.

Powiem to wprost i dosadnie: ludzie nie znają się na grafice komputerowej. A powinni liznąć chociaż kilka definicji, które pozwoliłyby nie tylko im, ale również wszystkim dookoła przeżyć swój czas na tym świecie odrobinę przyjemniej. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi być od razu specjalistą i sypać fachowymi terminami jak z rękawa, ale znajomość paru podstaw byłaby przydatna. Dałbym wiele, aby niektórzy z moich dawnych klientów orientowali się w różnicy między grafiką wektorową, a rastrową, wiedzieli jaka rozdzielczość plików nadaje się do druku i zdawali sobie sprawę z tego, że „logo w Corelu” to nie to samo, co wpieprzenie do cdr-a kiepskiej jakości jotpega. Jeśli chodzi o podstawową wiedzę, nie wymagam naprawdę niczego więcej.

W kwestii umiejętności – wypadałoby znać choćby podstawę dowolnego programu do obróbki grafiki. Może to być Photoshop, którego trialowa, 30-dniowa wersja dostępna jest bez problemów w sieci. Może to być darmowy GIMP, albo co najmniej tuzin aplikacji dostępnych w sieci za darmo. Cokolwiek, byleby dało się w tym wykadrować zdjęcie, nieco je podkolorować, czy rozjaśnić. Może wtedy udałoby się zminimalizować problem „mistrzów fotoszopa”, których pełno na każdym portalu społecznościowym.

Bardziej ambitnym polecam podszkolenie się przynajmniej do poziomu uznawanego za „średni”. Nie tylko dlatego, że o wiele lepiej samodzielnie podrasujemy zdjęcia z wakacji, ale również z powodów czysto zawodowych – w coraz większej ilości zawodów ogarnianie grafiki komputerowej jest niezwykle mile widziane. W przypadku prowadzenia własnej firmy, umiejętności te są jeszcze bardziej przydatne. Wyposażeni w skille projektowania nie musimy z każdą pierdołą latać do grafika, co w prosty sposób oszczędza zarówno czas, jak i pieniądze.

Rozliczanie podatków

Wiecie, że osobiście znam kilka osób, które nie mają pojęcia, jakie podatki płacą? Część z nich nie odróżnia nawet „netto” od „brutto”. Straszne, prawda?

Ale w sumie nie ma co się dziwić – świat, w jakim żyjemy ułatwia jak może niektóre aspekty funkcjonowania, również w kwestiach podatkowych. Gdy pracujemy na etacie – sprawa jest bardzo prosta. Co miesiąc na konto dostajemy stawkę „na rękę” i nie obchodzi nas co dzieje się z różnicą między tym, co widzimy w banku, a tym, co widnieje na pasku pod pozycją „brutto”. O wszystkie niezbędne opłaty dba pracodawca – nam pozostaje jedynie odpowiednie obracanie otrzymanymi środkami.

Od pewnego czasu nawet coroczne zeznania podatkowe może wypełnić za nas zatrudniająca nas firma, więc i ten kłopotliwy aspekt również odpada.

Zabawa w podatki zaczyna się dopiero w momencie, gdy zdecydujemy się otworzyć działalność gospodarczą. Mówię wam, nic tak nie działa stymulująco na szybką naukę w tej materii, jak własny biznes. Wszelkie ZUSy, PITy, VATy i CITy nagle zyskują sens, choć kwoty, jakie trzeba na to przeznaczać spędzają często prywaciarzom sen z powiek. Dzięki temu po kilku latach działania „na swoim” wiem dokładnie na co idzie spora część moich dochodów. Nie powiem, żebym był z tego powodu jakoś specjalnie szczęśliwy, ale myślę, że w wypadku pieniędzy warto orientować się, jakimi ścieżkami chodzą ciężko zarabiane przez nas złotówki.

Podobnie jest z wspomnianymi wyżej rozliczeniami. Kiedyś zajmował się tym mój przecudowny ojciec, dziś robię to sam. Zwłaszcza, że wypełnienie PIT-a wcale nie jest takie straszne. Wszystkie dane mam przed nosem i pozostaje tylko wpisać je w odpowiednie rubryki, a następnie wykonać podstawowe działania matematyczne przy pomocy kalkulatora i powstałe w ten sposób kolejne wartości wpisać w inne pola. No prościej się już nie da.

Ja umiem w podatki, i wy też powinniście. Dlaczego? Dlatego, że dzięki temu będziecie mieli znacznie lepszy wgląd w to, co dzieje się z waszymi pieniędzmi. Chciałem dodać też tutaj coś o możliwości dorobienia sobie przy wypełnianiu PITów mniej kumatym znajomym, ale od tego roku (a tekst ten redaguję w lutym 2019) zeznanie roczne wypełni za was Urząd Skarbowy.

Znajomość praw autorskich

Temat jest dość szeroki i zasługuje z pewnością na swój własny wpis, ale w tym punkcie postaram się wyciągnąć najbardziej istotną rzecz. Prawa autorskie – temat, który powraca jak bumerang przy okazji wielu różnych spraw. A to ktoś wykorzystał czyjeś zdjęcie bez zgody, a to ktoś inny pożyczył sobie tekst od jeszcze kogoś innego i podpisał swoim nazwiskiem.

Nie ma chyba dnia, żeby w sieci nie złamano tych przepisów. Często zupełnie nieświadomie. A wystarczyłoby nieco wiedzy na temat tego co wolno, a czego nie wolno robić ze znalezionymi w cyberprzestrzeni rzeczami. I dlaczego podając źródło „Google”, albo „internet” tak naprawdę postępujemy bardzo, bardzo źle.

Dlaczego warto znać przepisy prawa autorskiego? Wkrótce, w dobie cyfrowego przetwarzania dowolnych treści, wymuszanie respektowania praw autorskich będzie przestrzegane coraz bardziej restrykcyjnie. Świadomi swoich praw twórcy ruszą na wojnę z wszechogarniającą manią kopiowania, strzelając pozwami na lewo i prawo. I nie sądzę, by ktokolwiek chciał dostać w tej walce zbłąkaną kulą.

Wyczulenie na historię i różnice kulturowe

Doskonałym (choć nieco przyprószonym już siwizną) przykładem dla tego punktu jest sprawa zdjęcia użytego jakiś czas temu na profilu facebookowym „Żytniej” – przedstawiało scenę, w której czterech mężczyzn niosło swojego kompana. Okraszono je podpisem sugerującym udaną zabawę do utraty świadomości. Wkrótce potem okazało się, że fotografia przedstawia jedną z ofiar demonstracji w Lubinie z 1982 roku, człowieka, który został ciężko ranny i zmarł krótki czas po jej wykonaniu.

Mleko się wylało, rozpętała się burza, a gdzieś w tle gromów bijących w producenta alkoholu i agencję obsługującą w jego imieniu konto na FB toczyła się dyskusja o poziomie wiedzy historycznej wśród naszych rodaków. Z przedstawianych argumentów (z których ten dotyczący powyższej sytuacji był jednym z kluczowych) rozmówcy wysnuli ważny wniosek – poziom znajomości historii w narodzie leży i kwiczy.

Dlatego pomny na cudze błędy, ucząc się na nich uważam, że w przyszłości duży nacisk powinien zostać położony na wrażliwość historyczną oraz kulturową. Dlaczego również kulturową? W obecnej sytuacji, gdy weźmiemy pod uwagę, że dzięki internetowi świat stał się faktycznie „globalną wioską”, w ciągu sekundy możemy nawiązać kontakt z osobą po drugiej stronie świata. Osobą, która najprawdopodobniej wychowała się w innej kulturze, ma inne doświadczenia życiowe i wierzy w nieco różniące się od naszych wartości. A to prowadzi prosto do sytuacji, że jedno nieodpowiednie słowo czy zachowanie może bardzo szybko popsuć wzajemne relacje.

Umiejętność korzystania z Google

Wydawać by się mogło, że skoro wyszukiwarka Google istnieje już niemal 20 lat, to większość internautów powinna umieć z niej korzystać, prawda? Otóż (cytując Radka Kotarskiego z Polimatów) nic bardziej mylnego!

Ludzie nie umieją korzystać z wyszukiwarki. Nie wiem, czy jest to dla nich za trudne, czy po prostu brak im doświadczenia, ale fakt jest taki: nie potrafią znaleźć określonych informacji w momencie, gdy nie da się ich wyszukać przy pomocy frazy dłuższej niż trzy słowa. Nie wiedzą, jak konstruować zapytania, żeby wyniki były możliwie najbardziej szczegółowe. Nie mają również pojęcia, jak interpretować to, co wydobył dla nich pracowity system stworzony gdzieś pod kalifornijskim słońcem.

Umiejętność obsługi Google, konstruowania zapytań i samodzielnego filtrowania uzyskanych odpowiedzi (czy to w poszukiwaniu konkretnych danych, czy też w celu znalezienia innego sposobu dotarcia do nich) już w dzisiejszych czasach powinna być podstawą. Niestety nie jest, co widać często na forach i w komentarzach wypełnionych pytaniami, na które znacznie szybciej odpowiedzieć mógłby Wujek Google.

Umiejętność weryfikowania źródeł

Pewnie zauważyliście, że w sieci panuje bardzo niedobry trend – spora grupa użytkowników bezrefleksyjnie wierzy we wszystko, co jest im serwowane przy pomocy tego medium. Nie ważne, czy daną rzecz opublikowano na znanym portalu, czy też zupełnie noname’owej stronie stworzonej, sądząc po designie, gdzieś w końcówce lat osiemdziesiątych.

Możliwe, że jest to naturalne rozwinięcie ufności społecznej znanej jeszcze ze starych mediów: prasy, radia i telewizji. Przeświadczenia, że wszystko, co tam publikują jest prawdą i zostało przez twórców zweryfikowane u samych źródeł.

Jak wygląda rzeczywistość? Myślę, że jeśli wasze IQ wyraża się liczbą trzycyfrową, wiecie, że w momencie, gdy dowolna osoba na świecie jest w stanie napisać dowolne rzeczy, a następnie opublikować to w ogólnodostępnej domenie, wiara w cokolwiek bez weryfikacji jest czystą głupotą. Dlatego brak bezgranicznego zaufania, oraz świadomość konieczności sprawdzania otrzymanych danych to coś, co warto wyrobić w sobie już teraz i stosować w każdym możliwym przypadku. Zwłaszcza, gdy sami tak pozyskane treści chcemy dalej rozpowszechniać. Nic tak bowiem nie burzy naszej wiarygodności, jak puszczona dalej fałszywa informacja. A tego raczej byśmy raczej nie chcieli, prawda?

*

Powyższa lista, z racji subiektywności znajdujących się na niej elementów, nie jest listą zamkniętą. Myślę wręcz, że można byłoby ją rozbudować co najmniej o kilka dodatkowych umiejętności. Jestem ciekaw, jakich umiejętności przydatnych w życiu i pracy zabrakło waszym zdaniem.