Mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje. Niektórzy wierzą również, że odpowiednio dobrana pozwala jeszcze lepiej skupić się na zawodowych zadaniach zwiększając naszą efektywność.

Muzyka dostępna jest na wyciągnięcie ręki. Ogromnym zbiorem każdego typu utworów jest Youtube. Również takie serwisy streamingowe, jak Spotify, Deezer, czy Tidal pozwalają na wyszukanie co bardziej soczystych kawałków i skomponowanie z nich swojej idealnej listy. Parę chwil roboty i jesteśmy w stanie dotrzeć do niemalże każdej zarejestrowanej kiedykolwiek melodii.

Muzyka towarzyszy nam wszędzie. W drodze do pracy, w biurze, w sklepach, podczas przejażdżki windą. Stanowi tło, lub wychodzi na pierwszy plan. Ma na celu uspokojenie, zrelaksowanie, ale również zmotywowanie się do działania. Odpowiednio dobrana jest w stanie w pewien ograniczony sposób sterować naszym samopoczuciem, co możemy wykorzystać w wielu sytuacjach.

Efekt Mozarta i badania nad wpływem muzyki na pracę

Oczywiście, jak przystało na aktywnie rozwijający się gatunek ludzki, musieliśmy przeprowadzić szereg badań na temat wpływu muzyki na naszą zdolność do pracy, aby ostatecznie dojść do wniosku… że tak naprawdę to nie wiadomo do końca jak to tak naprawdę działa. Znaczy się, część naukowców (w tym badacze z Illinois, obsada Rosyjskiej Akademii Nauk, a także Teresa Lesiuk z Uniwersytetu w Miami) ustaliła, że muzyka w miejscu pracy faktycznie przyczynia się do zwiększenia jej efektywności, lecz dzieje się to głównie przez fakt, że słuchając ulubionych utworów jesteśmy szczęśliwsi, przez co wydaje nam się, że praca jest przyjemniejsza.

Niektórzy próbowali przeforsować teorię efektu Mozarta, mówiącą, że słuchając kompozycji mistrza Amadeusza i jego kolegów po fachu (z naciskiem na muzykę klasyczną oraz barokową) pozytywnie wpływa na poprawę pamięci i koncentracji, a co za tym idzie – lepsze skupienie się na czekających zadaniach. Prawda okazała się jednak brutalna. Najpierw swoimi badaniami w 2010 roku zaszachowali ją uczeni z Uniwersytetu Wiedeńskiego: Jakob Pietschnig, Martin Voracek i Anton K. Formann.  Rok później ostatecznie mata dał mu duet Scott O. Lilienfeld i Steven Jay Lynn w książce „50 wielkich mitów psychologii popularnej”, dowodząc, że owszem, barokowe plumkanie w głośnikach powoduje wzrost inteligencji, lecz jest on nieznaczny i krótkotrwały. Znaczy – podnosi IQ o maksymalnie 2 punkty i to najwyżej na godzinę po zakończeniu słuchania.

Praca z muzyką, czy jednak bez?

Badania badaniami, ale rzeczywistość rządzi się swoimi prawami. Prawda jest taka, że to, czy pracować powinno się z muzyką, czy bez jest sprawą bardzo indywidualną. Wszystko zależy od nastawienia, rodzaju wykonywanej pracy i jakiejś setki innych czynników kształtujących psychikę oraz otoczenie konkretnej osoby.

Osobiście znam dwóch gości, dla których ciężki rock w słuchawkach stanowił idealny substytut mocnej kawy. Jeden z nich był grafikiem, drugi zajmował się analizą finansową. Pierwszy przy dźwiękach Rammsteina tworzył layouty stron, drugiemu znacznie lepiej śmigało się w Excelu, gdy do ucha darł mu się Lemmy Kilmister.

Znam również takie osoby, którym przeszkadza każdy, najmniejszy nawet hałas. Takie, które wolą pracować nocami, aby nic nie rozpraszało ich uwagi. A jeśli już są zmuszone do wykonywania swoich obowiązków w porach, gdy każdy zdrowy homo sapiens przejawia najwyższą aktywność, w ich uszach zamiast słuchawek tkwią stopery (serio, serio!).

Dobór muzyki do wykonywanych zajęć najlepiej przeprowadzić metodą prób i błędów. Możemy przyjąć (nie biorąc pod uwagę takich wyjątków, jak wspomniany wyżej kumpel – fan Lemmy’ego), że zajmując się zadaniami wymagającymi logicznego myślenia, analizowania, czy budowania zdań najlepiej wybierać utwory nie posiadające warstwy tekstowej. Moje dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że w momencie, gdy słyszę jakikolwiek tekst piosenki, zamiast na wykonywanym właśnie zadaniu, skupiam się na nim. Wybija mnie to z rytmu, zmusza do ponownego wejścia w klimat, rozdrażnia.

Co innego, gdy zajmuję się obróbką zdjęć, lub innymi rzeczami wymagającymi raczej manualnych, wyuczonych zdolności. Tutaj spektrum doboru jest znacznie szersze, podyktowane jedynie moim aktualnym humorem, czy ochotą na konkretny gatunek muzyczny.

Jak słuchać muzyki w pracy?

Praca w domu, czy w biurze wymaga innego podejścia do kwestii słuchania muzyki. Jeśli pracujemy samotnie (przy okazji: sprawdź tekst o plusach i minusach freelancingu!), czy to w mieszkaniu, czy wynajmowanym biurze, nic nie stoi na przeszkodzie, aby zaopatrzyć się w dobre głośniki, lub wykorzystać te standardowo montowane w laptopach.

Zabawa zaczyna się dopiero, gdy przy sąsiednich biurkach siedzą współpracownicy nie do końca sympatyzujący z twoim gustem muzycznym, lub mający zgoła odmienne poglądy na dźwięki zwiększające efektywność pracy. W takiej sytuacji, jeśli akurat drogą negocjacji nie wypracowaliście wspólnego stanowiska w związku ze słuchaniem/niesłuchaniem wybranej demokratycznie stacji radiowej/składanki, najlepszym wyjściem staje się zainwestowanie w dobre słuchawki.

Mogą być douszne, choć nauszne znacznie lepiej izolują dźwięki otoczenia. Wyposażone w kabel są zazwyczaj tańsze, ale bezprzewodowe (wspierane np. przez Bluetooth) są o wiele wygodniejsze, gdy często wstajemy od biurka, aby sięgnąć po dokumenty, skorzystać z flipcharta, lub odebrać wydruki z drukarki.

Dobre słuchawki pomogą również skutecznie odciąć się od otoczenia i skupić na wydajnej pracy, o czym pisałem we wcześniejszym artykule „Dlaczego warto porzucić multitasking?”.

Czego słuchać?

A teraz pora na mięcho: czego słuchać, aby praca była wydajniejsza i przyjemniejsza jednocześnie? Spośród wielu różnych propozycji wybrałem kilka sprawdzonych, przesłuchanych przeze mnie. Zachęcam jednak do własnych poszukiwań. Zwłaszcza, że na Youtube po wpisaniu takich fraz jak „music for work”, czy „working chillout” znajdziecie dziesiątki propozycji. Do koloru do wyboru.

Poniżej trzy najczęściej puszczane miksy spokojnej, ambientowej i jazzowej muzyki w sam raz do codziennych zadań:

 

 

Teraz coś okrutnie wręcz motywującego. Sam często korzystam z tego typu muzyki, gdy skupienie siada i jedyne o czym myślę to krótka, ośmiogodzinna drzemka.

Nic bowiem nie podnosi tak bardzo chęci pisania tekstów, jak epickie dudnienie Two Steps From Hell w słuchawkach. Czuję się niemal jak Rohirrimowie w czasie szarży pod Minas Tirith. Albo Leonidas pod Termopilami. Albo komandor Sheppard tuż przed skokiem przez Przekaźnik Omega…

… ok, mógłbym tak długo, więc może przejdźmy do konkretów:

Równie dobrze w niektórych momentach sprawdza się zapętlony motyw przewodni z „Iron Mana 3”…

… oraz oczywiście soundtrack z „Dzikiego Gonu”, który ostatnimi czasy dudni mi nawet w drodze do pracy:

Na zakończenie jako bonus dodaję link do znakomitej strony Noisly, gdzie znajdziecie prosty generator dźwięków otoczenia. Jak to działa? Wybieracie sobie jeden lub kilka ulubionych dźwięków z dostępnych zaprogramowanych na stronie (do wyboru m.in. deszcz, stukot jadącego pociągu, śpiew ptaków, płynąca woda), dostrajacie głośność każdego z nich i już możecie pracować czując się jak w zatłoczonej kawiarni, podróży, lub górskiej chatce gdzieś na końcu świata.

Oczywiście powyższa lista nie jest wcale zamknięta. Jeśli macie swoje własne melodie, przy których dobrze wam się pracuje, podzielcie się nimi w komentarzach.