Mądrość ludowa mówi: błądzić jest rzeczą ludzką. Jeśli to prawda, to jestem w 150% człowiekiem. Popełniałem i wciąż popełniam sporo błędów, m.in. w biznesie. A jako, że – jak głosi inne porzekadło – człowiek uczy się na błędach, publikuję ten wpis. Ku nauce wszystkim myślącym o własnej firmie. Zobaczcie, co robiłem i – cytując klasyka – „nie idźcie tą drogą”.

5 błędów, które popełniłem przy zakładaniu firmy

Brak biznesplanu

W najprostszej wersji biznesplan jest zestawieniem wydatków firmowych z przewidywanymi przychodami. Innymi słowy: pokazuje ile powinniśmy zarabiać, żeby nie dopłacać do biznesu.

Dzięki temu, że zupełnie olałem temat i nie przygotowałem nawet podstawowej wersji biznesplanu, nie znałem swoich faktycznych potrzeb finansowych. Dlatego w najczarniejszych początkach firmy pracowałem za niskie stawki przez co pracowałem zdecydowanie zbyt dużo i zdecydowanie zbyt często korzystałem z oszczędności.

Brak poduszki finansowej

Własna firma to nie etat. Tutaj nikt co miesiąc nie wysyła przelewu na określoną kwotę wystarczającą do godnego przeżycia kolejnych 30 dni. Dlatego oszczędności w postaci poduszki finansowej to nie ekstrawagancja tylko konieczność.

Wraz ze startem działalności jakieś oszczędności posiadałem. Nie były spore, ale wystarczyły na co najmniej kwartał w miarę przyzwoitej wegetacji. W posiadaniu ekstra kasy chodzi jednak o to, żeby było jej coraz więcej. W moim przypadku wyglądało to tak, że konsumowałem ową poduszkę finansową na bieżąco, bez myślenia o ewentualnych „chudych latach”, jakie mogłyby nastąpić w nieokreślonej przyszłości.

Głupie i niepotrzebne zakupy

Kiedy patrzę na siebie z przeszłości jestem autentycznie zażenowany swoimi decyzjami. Zwłaszcza tymi dotyczącymi zakupów. Przykładowo: zamiast działać na sprzęcie, który już posiadałem, postanowiłem wziąć iPhone’a w dość sporym jak na moje możliwości finansowe abonamencie. Albo kupiłem sobie pieczątkę firmową (z której tak naprawdę skorzystałem może ze trzy razy). To tylko dwa z wielu przykładów złych i nieprzemyślanych wydatków, jakie popełniałem w tamtym czasie. Wydatków, których obecnie się wstydzę i unikam za wszelką cenę.

Brak perspektywicznego myślenia

Kiedy zaczynałem przygodę z biznesem, podlegałem dwuletniemu okresowi opłacania tzw. małego ZUS-u. Oznaczało to, że miałem dokładnie 24 miesiące, żeby przygotować się finansowo na pełną składkę. Co zrobiłem w tym czasie? Wziąłem się ostro do pracy i pracowałem pilnie nad zwiększaniem przychodów?

Tak, ale opamiętanie przyszło zdecydowanie zbyt późno. Nie myślałem w perspektywie kolejnych lat, nie robiłem nawet planów na najbliższy kwartał. Żyłem z dnia na dzień, szukałem klientów do wypełnienia luk w moim planie minimum i nie zastanawiałem się, co będzie, gdy któregoś z nich zabraknie i zawzięcie lepiony budżet w pewnym momencie rozleci się w pył jak po pstryknięciu Thanosa.

Brak planowania zadań

Jedno z praw Parkinsona mówi, że „każde zadanie zajmuje dokładnie tyle czasu ile zostało przeznaczone na jego wykonanie”. Dlatego jeśli danego dnia planowałem stworzyć serię opisów do sklepu internetowego to… macie rację – zajmowało mi to dokładnie cały dzień. Głównie dlatego, że nie robiłem sobie ścisłych planów, list zadań ani nie zarządzałem projektami w jakikolwiek logiczny sposób.

W mojej skrzynce mailowej panował bur… bałagan, nie wydzielałem czasu na poszukiwanie nowych klientów, prowadzenie dokumentacji czy choćby pracę właściwą – wszystko robiłem naraz i wszystko zajmowało mi cały dostępny czas (minus oczywiście godziny poświęcane na typowo freelancerskie rzeczy, jak granie w gry, czytanie książek i spanie do południa).

Jak mądrze założyć i rozwijać firmę?

Jeśli zastanawiacie się, jaki jest przepis na dobrze prosperujący i rozwojowy biznes, odpowiedź jest prosta: nie popełniajcie błedów tych, którzy już umoczyli nogi w rzece samozatrudnienia.

Z tego powodu:

  • twórzcie biznesplany: proste zestawienia wszystkich ponoszonych kosztów i przychodów pozwolą ocenić wam rentowność waszych działań i znaleźć miejsca, w których jest coś do poprawy,
  • budujcie poduszkę finansową: uwzględnijcie w biznesplanie dodatkowe środki na czarną godzinę. Klienci przychodzą i odchodzą, faktury płacone są z opóźnieniem i głupio byłoby stracić z powodu takiej pierdoły płynność finansową popadając przy okazji w poważne problemy,
  • optymalizujcie wydatki: nie, nie potrzebujecie co roku kolejnego modelu wszystkomającego smatfona ani dziesięciu kont premium w popularnych freelancerskich serwisach. Starajcie się wykreślać niepotrzebne wydatki, korzystać z tańszych lub darmowych alternatyw, nie szukajcie na siłę kosztów, które można by odliczyć od podatku – skupcie się tylko na tym, co niezbędne,
  • twórzcie plan rozwoju przynajmniej na kwartał do przodu: idealnie jak rozpiszecie sobie go w wersji rocznej, ale trzy miesiące w zupełności wystarczą. Określcie cele, jakie chcecie osiągnąć i rozpiszcie w punktach drogę do ich zdobycia,
  • planujcie zadania: hackując prawo Parkinsona, określcie konkretny czas dla wszystkich ważnych rzeczy, którymi musicie się zająć i miejcie czas na odpoczyenk. Uwierzcie mi, warto.

Powyższe wskazówki może nie zagwarantują wam 100% sukcesu, ale z pewnością oddalą wasze nowopowstałe biznesy od wejścia na drogę zmierzającą wprost w stronę porażki. Jeśli postanowicie się do nich zastosować, z pewnością rozwiniecie swoje firmy przynajmniej trochę lepiej, niż gość, który sklecił i opublikował powyższe słowa pewnego wrześniowego, pogodnego ranka.